Moja ławeczka, brakująca do fotela, który już zaczął czuć się samotny. Transport naszym małym samochodem okazał się bardzo skomplikowany, ale mój małżonek świetnie sobie poradził.
Oczywiście
jeszcze nie zdążyłam przemalować mebli na biało, ale mam nadzieję że cierpliwie
poczekają na swoją kolej. Niestety doba ma tylko 24 godziny i mimo usilnych
starań nie chce się ani odrobinę wydłużyć. A szkoda...
Okropne pomarańczowe poduchy zakryłam polarowym kocem Ikea i już teraz ławeczka
wygląda o wiele lepiej. Jest bardzo wygodna; możliwość sprawdzenia jej miała
moja siostra, która odwiedziła nasze Siedlisko. Niestety tylko na trzy dni. Wieczorny odpoczynek umilił nam deser. Śmietankowe lody (własnej
produkcji) z gorącą czekoladą, jeżynami i bitą śmietaną. Mmmm... Nic więcej nie potrzeba...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz