poniedziałek, 30 września 2013

Śniadanie u Tiffany’ego

Gdy  za oknami jesień, trzeba codziennie budzić w sobie pozytywny nastrój. A jeżeli mowa o pobudce - dzień najlepiej zaczynać pysznym posiłkiem. Na 'śniadanie u Tiffany'ego' oczywiście nie mam szans, ale w moim Siedlisku stworzyłam sobie jego namiastkę. Myślę, że Audrey Hepburn może mi pozazdrościć takiego śniadania. Pyszne bułeczki, z najlepszej w okolicy piekarni Glanc, z konfiturą brzoskwiniowo-pomarańczową oraz kawa zbożowa z mlekiem. I nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.



Odkąd Marysia chodzi do przedszkola pozwalam sobie na takie śniadaniowe lenistwo, ładując akumulatorki na cały dzień. Tym bardziej że słońce rzadziej zagląda do nas. Niebo pokrywają sino-szare chmury, z których często spada rzęsisty deszcz. Ale jesień taka jest i już. Nie pozwalam sobie na ponure nastroje...

Poduszka i pojemnik na 'przydasie' powstał dla Agnieszki. Mam nadzieję, że będzie się jej podobać. Dodałam również kolorowy akcent w błękitno- turkusowym kolorze, który stał się rozpoznawalny dla marki Tiffany.


1 komentarz:

  1. podoba się zdecydowanie,a poducha jutro pakuje się do walizki i jedzie do Wrocławia :) czekam na skarbonkę, bedzie kolejny pretekst do napisania notki :D

    OdpowiedzUsuń